czwartek, 22 stycznia 2015

SRI LANKA - W SIEROCIŃCU DLA SŁONI

Na Sri Lance żyje najwięcej słoni na świecie, w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Szacuje się, że jest ich około 5 tysięcy, biorąc pod uwagę niewielką powierzchnię tej wyspy (ma pięciokrotnie mniejszą powierzchnię niż powierzchnia Polski) jest to znacząca liczba.
W miejscowości Pinnawela, położonej między stolicą Colombo a Kandy, na powierzchni około 25 hektarów został utworzony sierociniec  dla słoni. Tutaj znalazły schronienie zwierzęta osierocone również schorowane i kalekie.


Ośrodek powstał w 1975 roku, obecnie mieszka w nim około 80 słoni.
 Było czymś niezwykłym móc obserwować je z bliska. Spore stado słoni wraz z potomstwem  biegało swobodnie po łące.


 
  
oczywiście pod czujnym okiem swoich opiekunów....




Największe jednak emocje wzbudza karmienie małych, osieroconych słoni  mlekiem z butelek. Chętnych zawsze jest więcej niż dostępnych biletów.


Chętnych na dokarmianie dorosłych słoni również nie brakowało...


Słonie są pod stałą opieką i pielęgnacją. Codziennie prowadzone są ulicami  miasteczka na kąpielisko do pobliskiej rzeki Ma Oya. Nam niestety nie udało się tego momentu zaobserwować. Zobaczyć jak 7,5 tonowy zwierzak kąpie się w wodzie to musi być niezwykłe. 
Akurat wracały już po kąpieli.



Na terenie całego ośrodka można spotkać płaskorzeźby, rzeźby, obrazy z wizerunkami słoni.


W Pinnawela znajduje się  również fabryka, która produkuje papier z odchodów słoni. Słoń zjada około 150 kg dziennie pokarmu złożonego głównie z liści, gałęzi, kory. Dlatego jego odchody jak i innych zwierząt roślinożernych nadają się do odzyskiwania celulozy do produkcji ekologicznego papieru.

Niektóre oswojone słonie pracują w turystyce. Nieopodal sierocińca można było przeprawić się przez rzekę na słoniu. Jedna z Pań z naszej grupy, która zdecydowała się na taka przeprawę, otrzymała dodatkową atrakcję gratis, prysznic z trąby słonia.

Widać, że słonie, których często los nie oszczędzał znalazły się pod dobrą opieką w sierocińcu. Dochód z biletów i dodatkowych opłat za  dokarmianie zwierząt stanowią spory zastrzyk dla budżetu, który gwarantuje utrzymanie tej placówki.
Ważne, że słonie znalazły swój szczęśliwy zakątek.

niedziela, 18 stycznia 2015

SRI LANKA- RAJSKA WYSPA

W ubiegłym roku tuż przed sylwestrem jedno z biur  podróży oferowało wyjazd na Sri Lankę za jedną trzecią ceny. Postanowiliśmy zaryzykować. Wyjazd był w samą noc sylwestrową, ale to akurat nam nie przeszkadzało.
 Po przybyciu na miejsce nie było jednak rozczarowania.
Ośrodek wypoczynkowy jest przepięknie położony tuż nad samym brzegiem Oceanu Indyjskiego.
Takie położenie sprawiło, że jest to niezwykłe miejsce dla osób kochających  naturę.


 



Po tsunami jakie nawiedziło w 2004 roku również Sri Lankę, ośrodek podupadł. Po zmianie właściciela stopniowo odzyskuje swoją dawna świetność. Choć cała grupa na początku zgłaszała różne zastrzeżenia, to na koniec wszyscy byli zgodni, że nikt nie zamieniłby tego miejsca na żaden inny hotel.

W grudniu 2004 roku wielkie trzęsienie ziemi wywołało tsunami. Na Sri Lance zginęło wtedy ponad 40 000 ludzi. Całe wybrzeże bardzo ucierpiało, podupadła turystyka i gospodarka.
Z wieloma osobami, głównie mieszkańcami pobliskiej wioski rozmawialiśmy o kataklizmie. Pytaliśmy się jak to wyglądało.
 Na terenie ośrodka zaraz, gdy pojawiła się pierwsza półmetrowa fala, wszyscy turyści ewakuowali się tuk-tukami do pobliskiego, nieco wyżej położonego miasteczka. Stało się tak, dzięki turystce, która wcześniej była w Japonii i ostrzegła wszystkich, że kolejna fala będzie już bardzo wysoka. W ten sposób udało się wszystkich uratować.
 Spacerując wzdłuż plaży, gdzieniegdzie można jeszcze napotkać ruiny domów lub hoteli pozostałych po tsunami.


Częstymi gośćmi na terenie naszego ośrodka były warany. Na zdjęciu niewielkie maleństwo, ale dorosłe osobniki, również można było spotkać, choć były wypraszane przez ochronę ośrodka.
 Na plaży spotykaliśmy żółwie, a małe, sympatyczne jaszczurki były wszędzie. W nocy i nad ranem słychać było w domkach odgłosy różnych ptaków i zwierząt.

Następnego dnia po przylocie wybraliśmy się tuk-tukiem na bazar do pobliskiego, niewielkiego miasteczka.

Upał był niemiłosierny, większość Pań chodziła pod parasolkami.

Tradycyjnie oprócz owoców i warzyw można było nabyć aromatyczne przyprawy: kurkumę, gram masala, curry...

Po drodze wstąpiliśmy na plantacje ananasów. Zanim dokonaliśmy zakupów, zostaliśmy zaproszeni na poczęstunek  różnych owoców. Oczywiście ich smak nie przypominał naszych marketowych ...
Owoce, które do momentu zerwania mogły wygrzewać się w pełnym słońcu po prostu rozpływają się w ustach, są delikatne, o bogatym smaku...





Cejlon nazywany rajską wyspą, mnie osobiście będzie kojarzył się z uśmiechniętymi ludźmi. Lankijczycy pomimo trudnej historii( wojna domowa z Tamilami od 1983roku do 2009 roku), czy tsunami znani są jako ludzie spokojni, pozytywnie nastawieni i serdeczni. Sami mogliśmy się o tym przekonać na każdym kroku.
W ciągu naszego pobytu wybraliśmy się jeszcze na plantację herbaty, do sierocińca słoni i jeszcze kilku ciekawych miejsc, ale to już w innym wpisie.
Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie i zapraszam na kolejne posty.

sobota, 3 stycznia 2015

INDIE- TADŻ MAHAL

Podróż do Indii miała miejsce już trzy lata temu i choć  udało nam się zwiedzić tylko niewielką ich część, to wrażeń pozostało wiele.
Indie maja różne oblicza, ale w dzisiejszym poście zacznę od pokazania tej najpiękniejszej strony, symbolu Indii... Tadż Mahal.
 
 
Do Agry z hotelu wyruszyliśmy wczesnym rankiem, aby przybyć jak najwcześniej. Przed wejściem zostaliśmy poddani bardzo dokładnej kontroli, podobnej jaka odbywa się na każdym lotnisku. Hindusi strzegą jak "oka w głowie" tego co mają najcenniejsze, co przyciąga miliony turystów z całego świata.
Zauroczył nas od pierwszego spojrzenia, kiedy wyłonił się w bramie zwanej "Wrotami do raju"
 
Zawsze marzyłam żeby zobaczyć ten klejnot architektury. Czasami jednak jest tak, że oglądamy zdjęcia, foldery z jakiegoś miejsca  i jesteśmy zauroczeni, ale na miejscu okazuje się, że rzeczywistość jest mniej zachwycająca. W przypadku Tadż Mahal jest odwrotnie, na żywo wrażenia są niezwykłe

Zbudowany z białego  marmuru, położony jest na  usypanym niewielkim wzniesieniu, dzięki temu zawsze oglądany jest tylko na tle nieba. 

Ma idealne proporcje, patrząc na niego obojętnie,z której strony zawsze wygląda tak samo. Idealny, idealnie... to słowa które wciąż pojawiają się w myślach oglądając to architektoniczne dzieło sztuki.

Zastanawiałam się ile w tym pięknie  jest matematyki, jak skomplikowanych wzorów trzeba było użyć, żeby mogła powstać taka budowla,  rozłożenie misternych wzorów i zdobień... i to bez komputerów i kalkulatorów...



W kilku słowach tylko przypomnę wzruszającą i piękną historię tego miejsca.
Ukochana żona cesarza MUMTAZ MAHAL zmarła w czerwcu 1631roku rodząc czternaste dziecko. Zrozpaczony cesarz zwołał najwybitniejszych architektów, aby zaprojektowali to wspaniałe mauzoleum dla jego ukochanej towarzyszki życia.


Zwiedzaliśmy Tadż Mahal w delikatnym, rozproszonym świetle poranka, co nadawało mu niezwykłej magiczności. Jednak najpiękniej  ponoć prezentuje się w świetle zachodzącego słońca. Trudno mi było uwierzyć, że wyglądać może jeszcze piękniej.

W całym kompleksie znajdują się ogrody podzielone na cztery części poprzedzielane kanałami wodnymi.
Rzut  na bramę wejściową.

 Oglądając, którykolwiek z  cudów świata przychodzi jednak zawsze gorzka refleksja, ile ofiar i nieszczęść ludzkich pochłonęła ta, czy inna budowla....
 
Jak podania głoszą cesarz ponoć nakazał wszystkim osobom pracującym przy tej budowli obciąć kciuki, aby nie mogli wybudować już nic podobnie pięknego. 
W Agrze zwiedzaliśmy jeszcze Czerwony Fort, z którego również widać było Tadż Mahal.

Indie to kraj ogromnych różnorodności i kontrastów, jedni je kochają inni wręcz przeciwnie. Dla mnie była to trudna podróż...., ale postaram się jeszcze coś wybrać i przygotować post.